Wpisy

  • piątek, 20 stycznia 2012
    • Afrykańska wieża Babel

      Wyobraźcie sobie sytuację, w której współgospodarz mistrzostw kontynentu zatrudnia nowego trenera na niespełna 3 tygodnie przed rozpoczęciem imprezy, większość kadry stanowią naprędce naturalizowani piłkarze, a piłka nożna nieustannie przenika się z polityką. To wbrew pozorom nie jest opis tego, co dzieje się ( będzie się działo?) w polskim futbolu. To wszystko ma miejsce w Gwinei Równikowej. Kraju, w którym Franciszek Smuda miałby ogromny komfort pracy - mógłby "farbować lisy" do woli, gdyż pospieszne naturalizacje mają pomóc w uniknięciu blamażu w Pucharze Narodów Afryki 2012.

      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Afrykańska wieża Babel”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lucasinho
      Czas publikacji:
      piątek, 20 stycznia 2012 23:21
    • Libia, czyli narodziny nowego państwa

      Radość piłkarzy Libii po wygranej 3-0 z Komorami
       

      O tym, że piłka nożna ma ogromną moc i potrafi łączyć oraz dzielić narody, nie podlegając żadnym ograniczeniom, wiemy chyba wszyscy. Niestety, zdarza się i tak, że jest znakomitym narzędziem propagandowym w rękach szalonych władców, za nic mających dobro swoich obywateli. Taką sytuację obserwowaliśmy dwa lata temu podczas Mistrzostw Świata w RPA. Kim Dzong-Il postanowił wykorzystać awans piłkarzy Korei Północnej do sławienia kultu swej osoby. W tym celu manipulowano nawet skrótami spotkań, przekazywano ludziom nieprawdziwe informacje. Jest jednak (a raczej był) jeden dyktator, który nie docenił roli piłki nożnej oraz tego, jakie korzyści może mu przynieść. Muammar al-Kaddafi robił wszystko co w jego mocy, by Libijczycy wybili sobie futbol z głowy. Bezskutecznie. W sobotę jego rodacy otwierają nowy rozdział w historii nie tylko piłki nożnej, ale również - jak podkreślają - całego kraju. W meczu otwarcia Pucharu Narodów Afryki 2012 Libijczycy zmierzą się z gospodarzami, Gwineą Równikową.

      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      lucasinho
      Czas publikacji:
      piątek, 20 stycznia 2012 17:16
  • wtorek, 17 stycznia 2012
    • Warto brać wielką kasę za Pato...

      W dzisiejszych czasach fani futbolu uwielbiają, gdy ich ulubione kluby odważnie stawiają na młodych piłkarzy. Transferowe bitwy o zawodników nawet 15-letnich już nikogo nie dziwią. Zawsze w momencie, gdy do gry wchodzą miliony euro, pojawia się jednak pytanie, od którego nie sposób uciec. Czy te pieniądze zostały dobrze ulokowane? Czy młody chłopak poradzi sobie z presją? W właśnie takiej sytuacji parę lat temu znalazł się Alexandre Pato, który bardzo szybko zaskarbił sobie uwielbienie fanów Milanu.

      Po przeszło czterech latach od czasu transferu kibice na San Siro są jednak podzieleni. Czy pozwolić Pato odejść z klubu, wobec domniemanego zainteresowania Paris Saint-Germain? Obydwa obozy mają swoje niepodważalne racje. Kłopoty Pato zaczęły się w zeszłym roku. Nowy trener Massimiliano Allegri zaczął budować drużynę wokół Zlatana Ibrahimovicia. Szwed został władcą absolutnym Milanu na boisku, będąc najlepszym snajperem, jak i rozgrywającym. Brazylijczykowi w wywalczeniu sobie miejsce w zespole skutecznie przeszkadzały coraz częstsze kontuzje mięśniowe. Wobec nich bezradny jest nawet MilanLab, który reanimował już niejednego piłkarskiego trupa.

      To właśnie te nieszczęsne kontuzje są głównym argumentem fanów optujących za sprzedażą zawodnika do Francji. Do tego dochodzi jeszcze absolutny brak formy. Pato wystąpił zaledwie w ośmiu meczach ligowych, z czego cztery razy wchodził z ławki, a trzykrotnie był zmieniany przed końcem spotkania. Z Pato na boisko Milan wygrał zaledwie trzy mecze, remisując ze słabą w tym sezonie Fiorentiną czy Bologną. Nieco lepiej wiodło się Brazylijczykowi w Lidze Mistrzów, gdzie w trzech meczach zdobył dwie bramki. Wśród nich było słynne trafienie przeciwko Barcelonie już w 24 sekundzie gry.

      Na wyobraźnię mocno działają kwoty podawane w mediach. Spekuluje się, że PSG będzie skłonne wydać aż 50 milionów euro! To właśnie suma odstępnego wzbudza największe zainteresowanie. Jestem zdania, że w przypadku oferty powyżej 40 milionów Adriano Galliani powinien natychmiast akceptować ofertę i samemu zawieźć Brazylijczyka na Parc des Princes.

      Nie da się ukryć iż nie wszystko jest w porządku na linii piłkarz - trener. W wywiadach Pato narzeka na brak kontaktu z Maxem Allegrim, chce otrzymać od trenera wskazówki, dzięki któremu będzie mógł polepszyć swą grę. Szkoleniowiec Milanu jest jednak specyficznym trenerem. U niego najważniejsza jest ciężka praca. Na konflikcie z nim swą przygodę na San Siro zakończyli już Ronaldinho czy Andrea Pirlo, ulubieńcy Silvio Berlusconieco, właściciela klubu. To pokazuje, iż Allegri jest w stanie "odstrzelić" każdego, kto nie pasuje do jego koncepcji.

      Orędownicy pozostania Pato na San Siro zwracają uwagę na jego niewątpliwy talent. Tego się nie da Brazylijczykowi odmówić, gdy tylko jest w formie śmiało łapie się do grona najlepszych piłkarzy globu. Problem Pato w Milanie wydaje się jednak być bardziej złożony. Najlepsze mecze rozgrywał wtedy, gdy... na boisku nie było Zlatana Ibrahimovicia. Prawdziwym popisem Brazylijczyka były wiosenne derby Mediolanu z Interem, w których strzelił dwie bramki. Szwed w tym spotkaniu wystąpić nie mógł, podobnie jak we wspomnianym spotkaniu na Camp Nou z Barceloną. Czy ktoś wyobraża sobie jednak, żeby trener Allegri miał poświęcić Ibrahimovicia na rzecz kogokolwiek?

      Argumentem za sprzedażą Pato mogą być losy innych piłkarzy oddanych niegdyś przez Adriano Gallianiego innym klubom za mniejsze kwoty. Andrij Szewczenko opuszczał San Siro w roli legendy oraz zdrajcy za ponad 45 milionów euro. Na Stamford Bridge w niebieskiej koszulce Chelsea nigdy nie odnalazł chociażby cienia dawnej formy, którą zachwycał we Włoszech. Jego powrót po dwóch latach do Milanu okazał się totalnym niewypałem, w 18 meczach ligowych nie strzelił nawet bramki. Dziś dogorywa piłkarsko w Dynamie Kijów, klubie z którego przed ponad dekadą wypływał na szerokie wody.

      Mediolan schorowany opuścił również Kaka, za którego Milan otrzymał bagatela 65 mln. Brazylijczyka totalnym niewypałem nazwać nie można, jednak więcej spodziewano się po najlepszym niegdyś piłkarzu globu. To ta transakcja sprawiła, że jestem za tym, by oddać Pato. Po sprzedaży Kaki większość kibiców Rossoneri wieszczyło upadek klubu. Dopiero z czasem okazało się iż było to jedno z najlepszych posunięć w historii zespołu. Brazylijczyk nie powrócił do dawnej formy, a madryckich lekarzy odwiedzał nawet częściej niż tych mediolańskich.

      Czy podobny los stanie się udziałem Pato? Z pewnością byłaby to ogromna strata dla całego futbolu, jako iż Brazylijczyk obdarzony jest ponadprzeciętnym talentem... Faktem jednak jest iż przenosiny do Paryża mogą mu wyjść na dobre. Na Parc des Princes transferami zarządza Leonardo, za którego Pato spisywał się nieźle, a stołek trenerski ma objąć Carlo Ancelotti, za kadencji którego Kaczor trafił na San Siro. W takim towarzystwie znalezienie swej dawnej formy powinno przyjść Brazylijczykowi łatwiej aniżeli w Mediolanie. W Paryżu będzie niekwestionowaną gwiazdą, co powinno Alexandre Pato bardzo odpowiadać.   

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lucasinho
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 stycznia 2012 17:06
    • Milan mniej diabelski, Inter górą w Mediolanie

      Piłkarski weekend we Włoszech niesamowicie namieszał w czołówce Serie A. Lazio Rzym wreszcie się przełamało, Juventus Turyn stracił punkty z Cagliari, natomiast rewelacja z Udinese poległa w Genoi. Oczy całego piłkarskiego świata (no, może z wyjątkiem kibiców Barcelony) zwrócone zostały w kierunku Mediolanu. Jedynego miasta, gdzie rezydują dwaj zwycięzcy Ligi Mistrzów. Jeszcze pod koniec zeszłego roku faworyt był tylko jeden. To Milan rozbijał kolejnych rywali, tracąc jedynie jedną bramkę w 7 spotkaniach. Inter zaczął jednak odrabiać straty z początku sezonu, wygrywając 5 spotkań z rzędu. Jeszcze 9 grudnia podopieczni Claudio Ranieriego tracili 15 pkt do lidera. Dziś ten dystans wynosi tylko 9 pkt. Derby Della Madonnina miały dać ostateczną odpowiedź na to, czy "Nerazzurri" będą w stanie włączyć się do walki o mistrzostwo. Odpowiedź brzmi: tak.

      Kontrowersje wśród fanów Milanu wzbudziły wybory Massimiliano Allegriego. Ustawienie Urby'ego Emanuelsona w roli trequartisty niektórzy odbierali jako sygnał "jawnego sabotażu". Po pierwsze, Holender grał do tej pory niezwykle słabo, po drugie pozycja tuż za napastnikami nie jest, eufemistycznie mówiąc, jego ulubioną, co przyznał po meczu. Drugi kontrowersyjny wybór - postawienie na Alexandre Pato obok Zlatana Ibrahimovicia. Wątpliwości były dwojakie. Do słabej, wręcz fatalnej dyspozycji Brazylijczyka dochodził szum związany z jego ewentualnym transferem do PSG.

      Claudio Ranieri nie zaskoczył niczym. Zgodnie z przewidywaniami Wesley Sneijder zasiadł na ławce, z powodu niedawno przebytej kontuzji. Chociaż za tym wyborem może stać również inny powód - Holendrowi ciężko byłoby się odnaleźć w nieco archaicznym już systemie 4-4-2 (pomyśleć, że jeszcze parę lat temu wszyscy grali tą formacją), po drugie w dobrej formie znajdował się Ricky Alvarez. Ustawienie taktyczne nie było jednak sztywne - Argentyńczyk często zbiegał z lewej flanki do środka, przez co taktyka Interu wyglądała na hybrydę 4-4-2 z 4-3-1-2, preferowanym przez Milan. Formacja była jednak trochę asymetryczna, ze względu na znaczne cofnięcie Javiera Zanettiego, teoretycznie prawego pomocnika.

      Gra Milanu po raz kolejny przypominała walenie głową w mur. Na nic zdało się prawie 600 podań oraz liczne wrzutki w pole karne. Znajomy scenariusz? Dla fanów Milanu oraz kibiców śledzących ich mecze z pewnością. "Rossoneri" nie mają pomysłu na grę w spotkaniach z zespołami, które inteligentnie bronią się. W pojedynkach z 5 drużynami z czołówki (Juventus, Udinese, Inter, Napoli, Lazio) "Il Diavolo" mają zatrważający bilans. 2 remisy i 3 porażki. To nie żart, choć taka sytuacja jeszcze za kadencji Carlo Ancelottiego byłaby nie do pomyślenia. Milan wtedy pokazywał pełnię swych umiejętności w świetle jupiterów rozjaśniających ciemne niebo, gdy cały świat z zapartym dechem w piersiach czekał na te mecze. Dlaczego Milan nie zdobywał mistrzostwa przez tyle czasu? Gdyż mobilizował się na najważniejsze mecze, to one wydzielały w czerwono-czarnych graczach dodatkową dawkę adrenaliny. W spotkaniach ze "słabiakami" tego brakowało, punkty potrzebne do mistrzostwa uciekały niczym Usain Bolt rywalom.

      Po raz pierwszy od niespełna dwóch lat, Inter przypominał ten stary zespół pod wodzą Jose Mourinho. Paradoksem jest to, że dokonał tego Claudio Ranieri, trener bodaj najbardziej pogardzany przez portugalskiego szkoleniowca. Zaledwie 33% posiadania piłki nie przeszkodziło w odniesieniu tego jakże ważnego zwycięstwa, podobnie jak na Camp Nou. Perfekcyjne zorganizowanie taktycznie obrazuje chociażby wykres średnich pozycji piłkarzy Interu - daje nam to obraz drużyny zwartej, nie pozostawiającej zbędnych odległości między formacjami, będących jedną całością, jednym organizmem o równych, miarowych oddechach. Do pracy zagoniony został nawet Giampaolo Pazzini, piłkarz, który do tej pory nie sprawiał wrażenia gracza zdolnego wesprzeć defensywę. 2 odbiory i 2 przechwyty oraz 3 faule pokazują, że solidnie wywiązał się ze swoich zadań taktycznych. Nawet faule nie są tu czymś złym - miały one na celu zatrzymanie akcji Milanu, co było przydatne zwłaszcza po strzelonej bramce. Absolutnym graczem meczu - moim zdaniem - został Lucio. Kolosalna liczba 9 odbiorów, mnóstwo przechwytów oraz czysta gra (tylko jeden faul!) sprawiły, iż w derbach był człowiekiem nie do przejścia. Warto jeszcze na chwilę zwrócić uwagę na przewinienia - teoretycznie Inter powinien częściej faulować, gdyż przez większość meczu się bronił. Otóż nie. Piłkarze "Nerazzurri" zaledwie 10 razy przekraczali przepisy, przy 16 razach Milanu. Nie bez powodu Inter prowadzony przez Ranieriego uważany jest za jeden z najczyściej grających zespołów Serie A.

      Trener wczorajszych gości idealnie trafił ze zmianami. Wycofanie Diego Milito i wpuszczenie na boisko w jego miejsce Wesleya Sneijdera sprawiło, że jedyny do tej pory pomocnik Milanu bez indywidualnej opieki - Mark van Bommel - dostał plaster w postaci holenderskiego rozgrywającego. Były piłkarz PSV, Barcelony i Bayernu nie wykorzystał tej okazji, jaką miał do 76. minuty. Gdyby częściej próbował się włączać w akcje ofensywne, Milan mógłby strzelić upragnioną bramkę. Gdy raz się podłączył, trafił w poprzeczkę. Takie zachowanie powinien mu polecić Massimiliano Allegri.

      Przechodzimy tu do tematu zmian w Milanie. Allegri niestety po raz kolejny pokazał, iż nie reaguje odpowiednio wcześnie na boiskowe wydarzenia. Patrząc na dyspozycję niektórych graczy Milanu powinien wykorzystać wszystkie zmiany najpóźniej w 70. minucie, tymczasem to się stało ponad 10 minut później. Wejście Robinho pozwoliło przejść Emanuelsonowi na lewą obronę i wnieść nieco świeżości w ofensywne poczynania Milanu. To jednak bardziej udało się Clarence Seedorfowi oraz Stephanowi El Shaarawy'emu. Holender przydałby się na boisku w takim meczu od pierwszej minuty, w dodatku oddał jeden z zaledwie trzech celnych strzałów. Jego uderzenie z dystansu sprawiło wiele problemów Julio Cesarowi. Popularny "Faraon" dał drużynie więcej pożytku w 3 minuty od pojawienia się na placu gry aniżeli Alexandre Pato przez prawie cały mecz - widoczna była jego zadziorność, chęć wyrwania Interowi tego zwycięstwa. Przykro jednak się robi, gdy patrzy się na dyspozycję Pato. Brazylijczyk ma nieziemski potencjał, jednak niemiłosiernie "kopie się po czole" ostatnimi czasy. Jego odpowiednikiem w Premier League może być Andrey Arshavin, jednak Rosjaninowi ostatnio zdarzyły się przebłyski lepszej formy. Najlepszym podsumowaniem występu "Kaczora" jest sytuacja z pierwszej połowy, gdy dostał dobrą piłkę od kolegi, jednak przyjął ją tak, że wylądowała na aucie. Chęci nie można mu odmówić, jednak to nie wszystko. Może Barbara Berlusconi powinna go odpowiednio zmotywować?

      Na temat formy Zlatana Ibrahimovicia w meczach z wielkimi rywalami powiedziano już chyba wszystko - zupełnie niewidoczny, odcięty od podań partnerów Szwed nie stworzył żadnego zagrożenia pod bramką Julio Cesara.

      - Zagraliśmy źle, ale otrzymałem w meczu tylko kilka podań. Porażka w derbach zawsze boli, ale nie róbmy z tego dramatu. - powiedział Ibra po wczorajszym meczu. Co charakterystyczne dla Szweda, nie przyznał, że "tak, ja zagrałem źle", tylko część odpowiedzialności zrzucił na kolegów z linii pomocy. Trener Allegri narzekał natomiast na to, że "Inter bronił się w 10". Najlepszej odpowiedzi udzielił chyba Giampaolo Pazzini, mówiąc że "Milan mógł zrobić to samo".

      Do nowej rzeczywistości, w której Milan nie daje rady sobie z drużynami z czołówki a wygrywa ze słabszymi rywalami powoli zaczynają się przyzwyczajać władze klubu. Do tej pory chętnie mówili o tym, że priorytetem jest wygranie Ligi Mistrzów, a te rozgrywki są "w DNA naszego klubu". Po wczorajszym meczu widać jednak pewną zmianę nastawienia.

      - 3 punkty zdobyte przeciwko Interowi są równe 3 punktom zdobytym z Novarą, czy Cagliari - rzekł wczoraj Adriano Galliani, zapewne wprawiając w osłupienie sporą część kibiców Milanu. Człowiek, który jako jeden z niewielu w Europie zwracał szczególną uwagę na prestiżowe mecze, nagle tak diametralnie zmienia swoje zdanie.

      Przechodząc do podsumowania, Inter ma więcej powodów do radości. Jest w "gazie", rozbijając kolejnych rywali, formę strzelecką sprzed dwóch lat odnalazł Diego Milito. Ten sam zawodnik, który jeszcze miesiąc temu dostawał "Bidone d'oro", czyli nagrodę dla najgorszego piłkarza roku w Serie A. Upływających lat w dalszym ciągu nie widać po Javierze Zanettim czy Lucio, który dalej jest jednym z najlepszych obrońców świata. W Monachium zapewne do tej pory plują sobie w brodę, nie wiedząc jak mogli się pozbyć takiego zawodnika. Jedynym mankamentem jest wiek zawodników - średnia podstawowej jedenastki wyniosła 31,4. Jest to jeden z najstarszych zespołów na całym europejskim kontynencie. Milan parę lat temu pokazywał, że weteranami można wygrywać wszystkie rozgrywki, jednak w pewnym momencie upadek był bolesny. "Rossoneri" nie zakwalifikowali się nawet do Ligi Mistrzów. Massimo Moratti wraz z Claudio Ranierim muszą obmyślić plan reorganizacji zespołu, być może małej rewolucji.

      Derby Mediolanu po raz kolejny bezlitośnie obnażyły braki Milanu. Chodzi tu głównie o brak klasowego rozgrywającego, jednostajne tempo akcji oraz brak pomysłu na grę. Taktyka "zagraj do Ibr, a on coś zrobi" sprawdza się w meczach ze Sieną, ale nie Interem czy Juventesem. Oczywiście sporym problemem są liczne kontuzje, w tym Antonio Cassano, który mógłby pełnić funkcję rozgrywającego, lecz Adriano Galliani musi wykosztować się i znaleźć prawdziwego "Mr. X". Takiego pokroju Marka Hamsika. Linia defensywna nie prezentuje się źle, jednak to indywidualny błąd Ignazio Abate doprowadził do straty jedynej bramki, a lewa flanka obrony nie prezentuje się zbyt pewnie. Jedno jest pewne - Allegri musi dać więcej szans El Shaarawy'emu, którego determinacja oraz kreatywność może odmienić ten zespół. Fani Milanu pocieszają się, że mistrzostwo zdobywa się w meczach ze słabszymi, ale można je stracić w spotkaniach z najlepszymi. Na przykład 6 maja na stadionie Giuseppe Meazza, w przedostatniej kolejce sezonu.

      Takie spotkania zawsze budzą emocje wśród kibiców. "Madonnina 1 Wieża Eiffla 0" - brzmiał jeden z transparentów kibiców przygotowanych na ten mecz.

      Wspomniana Madonnina jest rzeźbą Najświętszej Maryi Panny, umiejscowionej na szczycie mediolańskiej Katedry, symbolu miasta. Chodzi tu oczywiście o niezrealizowany transfer Pato, który miał przejść do PSG. Nie wiadomo jednak, czy po wczorajszym meczu fani nie zmienili zdania w tej sprawie, chcąc by Brazylijczyk poszukał szczęścia w Paryżu.

      Drugim, mniej przyjemnym incydentem był transparent kibiców Interu o treści " Gattuso Cassano - Occhio non vede, cuore non duole" (Gattuso Cassano - Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal), co jest elementem naśmiewania się z problemów zdrowotnych graczy Milanu. Antonio Cassano pauzuje z powodu problemów z sercem, o których było głośno swego czasu, natomiast Rino Gattuso nie gra od ponad pół roku, z powodu urazu oka. Takie zachowania zdecydowanie kładą się cieniem na same derby. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lucasinho
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 stycznia 2012 17:05
  • środa, 31 sierpnia 2011
    • Transferowy D-Day

      W tym dniu może się zdarzyć wszystko. Media i kibice na Wyspach Brytyjskich po prostu szaleją w pogoni za kolejnymi informacjami - czy któraś saga transferowa, ciągnięta w nieskończoność w końcu znajdzie swe ujście? A może zdarzą się nagłe, niespodziewane zwroty akcji? W takim natłoku informacyjnym zdarzają się oczywiście fałszywe doniesienia, zmyślone od początku do końca. W tym jednak tkwi urok tego okresu. Trzeba bardzo dokładnie filtrować wiadomości, mieć oczy szeroko otwarte. W innym przypadku łatwo będzie uwierzyć np. w to, że Diego Maradona był widziany w okolicach stadionu Swansea, gdzie miałby wznowić karierę. Transferowy "D-Day", czyli szaleństwo końca okienka pora rozpocząć!

      Angielskie kluby szczególnie upodobały sobie ten okres na przeprowadzanie transferów. Po paru pierwszych kolejkach trenerzy już widzą luki, które należy jak najszybciej załatać. Większość ruchów przeprowadzanych jest właśnie 30, 31 sierpnia lub 30, 31 stycznia. Wystarczy wspomnieć jakie transfery miały miejsce w tym czasie w poprzednich sezonach, "za pięć dwunasta" - Carlos Tevez, Javier Mascherano, Dimitar Berbatov, Robinho, Rafael van der Vaart czy pół roku temu Fernando Torres i Andy Carroll. Trenerzy sami często nie wiedzą, czy będą mieli nowego gracza do dyspozycji, tak jak Harry Redknapp nie mógł być pewien tego, że van der Vaart na pewno dołączył do Tottenhamu. O wielu transakcjach dowiadujemy się już po zakończeniu okienka. To szaleństwo ma jeszcze jedną, wielce ważną cechę - czasami brak porozumienia w sprawie jednego transferu uniemożliwia inne ruchy, przypomina to system naczyń połączonych. Pół roku temu gdyby nie doszło do przeprowadzki Torresa do Londynu, do Liverpoolu nie zawitałby Andy Carroll. Wszystko z powodu umowy pomiędzy władzami "The Reds" i Newcastle - Liverpool zobowiązał się zapłacić "Srokom" za Carrolla 15 milionów funtów mniej, niż otrzymają za hiszpańskiego mistrza świata. A jakich transferów możemy spodziewać się dzisiaj i jutro? Jest to zbiór wielu doniesień, zarówno prawdziwych jak i tych mniej - do każdego transferu równie dobrze mógłbym dopisać słowo "podobno" lub "według mediów".

      Po klęsce z Manchesterem United przed Arsenalem wielu postawiło zadanie niemal niewykonalne - zakup pięciu piłkarzy w ciągu trzech dni. Trzeba jednak przyznać, że działacze z Emirates nie zasypują gruszek w popiele i wzięli się za poważne transfery. Praktycznie z klubem dogadani są Park Chu Young, napastnik AS Monaco oraz lewy obrońca Fenerbahce Stambuł, Andre Santos, bliski podpisania kontraktu jest również Per Mertesacker. Na tym się jednak nie kończą plotki, to dopiero początek - w poszukiwaniu wzmocnień Arsene Wenger spogląda również na Stamford Bridge. Plotki o zainteresowaniu Alexem oraz Garym Cahillem chyba można włożyć między bajki w związku z transferem obrońcy Werderu Brema, jednak Yossi Benayoun jest całkiem realnym celem - do klubu Romana Abramowicza już wpłynęło zapytanie. Eljero Elja jest już nieosiągalny, gdyż jest dogadany praktycznie z Juventusem Turyn, a stwierdzenia jego agenta o tym, że jego klient "wolałby grać w Anglii lub Hiszpanii" miały na celu chyba tylko podniesienie stawki. W poszukiwaniu zawodnika mogącego wzmocnić środek pola nie zapomniano również o borykającym się z problemami finansowymi Evertonie. Wyciągnięcie z Goodison Park Mikela Artety jest jak najbardziej możliwe, zwłaszcza jeśli Wenger w zamian zaoferowałby Davidowi Moyesowi Nicklasa Bendtnera. Padł również temat transferu Lucho Gonzaleza. Pomocnik Olympique Marsylii zdecydował, iż najbliższy sezon spędzi na Stade Velodrome.

      Po wspomnianym Evertonie raczej nie można się spodziewać spektakularnych transferów. Ściślej mówiąc - żadnych, co najwyżej "z klubu". Wszystko z powodu finansów, dlatego menedżerowie desperacko szukający nowych piłkarzy powinni zajrzeć na Goodison Park, gdzie za odpowiednią cenę każdy jest na sprzedaż, co potwierdza David Moyes. - Wszyscy mają swoją cenę - Fabregas, Ronaldo. Jeżeli jakakolwiek oferta będzie wystarczająco wysoka, jestem pewien, że ją przyjmiemy. - Niewiele mówi się w kontekście Manchesteru United, jednak to zupełnie zrozumiałe. Temat Wesleya Sneijdera chyba ostatecznie upadł, jednak asystent Sir Alexa Fergusona, Rene Meulensteen wypowiada się na temat Holendra w tonie "mamy mocny skład, ale Sneijder by go jeszcze bardziej wzmocnił". Również Dimitar Berbatov nie pali się do zmiany otoczenia, a szkocki menedżer chwali go za to, że "Bułgar nigdy się na nic nie skarżył", nawet gdy nie został wybrany do meczowej kadry w finale Ligi Mistrzów. Ferguson przyznaje jednak, iż do klubu wykonano parę telefonów w sprawie byłego gracza m.in. Bayeru Leverkusen i Tottenhamu Hotspur.

      Harry Redknapp, menedżer Spurs po raz kolejny ma bardzo pracowity koniec sierpnia. Plaga kontuzji w jego ekipie oraz przeciągająca się w nieskończoność sprawa transferu Luki Modricia powodują, że "Koguty" koniecznie muszą kogoś przekonać do gry na White Hart Lane. Celem od początku lata jest Scott Parker, który gra w drugoligowym West Hamie United. Doniesienia z Anglii mówią, że Tottenham zapłaci za Parkera 6 milionów funtów, a wcześniej Jake Livermore odrzucił propozycję wypożyczenia. Transfer gracza WHU jest jednak moim zdaniem kwestią kilku najbliższych godzin.Najgorętszym punktem jest jednak sprawa Modricia, która zaprząta wszystkim głowy na WHL - na ten temat wypowiedział się nawet Ledley King, który stwierdził, że "im szybciej ta saga zostanie rozwiązana, tym szybciej Tottenham wróci do normalności". Chelsea podobno złożyła ostatnią, 40-milionową ofertę - jeśli ona nie przyniesie powodzenia, sięgną po...

      ... Raula Meirelesa, który może być wymieniony za... Yossiego Benayouna (!). Nawet takie rewelacje transferowe pojawiały się w angielskich mediach w przeciągu ostatnich godzin. Kolejne 30 milionów euro ma być przeznaczone na lewego obrońcę Porto, Alvaro Pereirę. Podobno Andre Villas-Boas chce go przekwalifikować na prawą flankę, tylko że teraz tam gra Jose Bosingwa, będący ostatnio w świetnej dyspozycji... Na rynku dostępny jest również były piłkarz "The Blues"Michael Ballack, który nie może przebić się w Bayerze Leverkusen. "Jeżeli Ballack poprosi o transfer, rozważymy opcje" - mniej więcej w takim tonie wypowiada się Rudi Voller. Być może po byłego kapitana reprezentacji Niemiec zechce sięgnąć Tottenham...?

      Manchester City zgodnie z przewidywaniami skupia się na uszczuplaniu wyjątkowo szerokiej kadry. W tym celu wypożyczono do Betisu Sevilla Roque Santa Cruza, a do Espanyolu Vladimira Weissa. Mark Van Bommel, obecny gracz Milanu przyznał na łamach włoskiej prasy, że w zimie "Citizens" chcieli go ściągnąć, lecz przystał na ofertę z Włoch. "Kilka czołowych klubów z Anglii i Hiszpanii" jest zainteresowanych Adamem Johnsonem, według jego agenta. Johnson w poprzednim sezonie mógł momentami liczyć nawet na miejsce w podstawowym składzie, jednak tegoroczne zakupy nie pozostawiają wątpliwości - na Etihad Stadium już nie ma czego szukać.

      Świadomość angielskich (i nie tylko) kibiców pobudza bomba z dnia dzisiejszego - nie West Bromwich Albion, nie Tottenham, a Manchester City ma zostać nowym klubem Owena Hargreavesa! Piłkarz przeszedł już testy medyczne w szpitalu Bridgewater i być może zostanie zaprezentowany jako nowy piłkarz "Obywateli". Większość fanów United już określa go mianem "zdrajcy", zapominając o jednym. Zawodnik kanadyjskiego pochodzenia chciał grać w "Czerwonych Diabłach" nawet za darmo, jednak takiemu rozwiązaniu sprzeciwiono się na Old Trafford. Pluć sobie w brodę może Roy Hodgson, menedżer WBA, który przed paroma dniami pytany o Hargreavesa twierdził "mamy czas". Klub z The Hawthorns zainteresowany jest graczem rywala Wisły Kraków w Lidze Europejskiej - Chrisem Bairdem z Fulham. Na Craven Cottage ostatnie 24 godziny mogą przynieść nie wiatr, a huragan zmian. Martin Jol pragnie wzmocnić skład Zdenkiem Grygerą (transfer prawie pewny), Andym Johnsonem z Leicesteru czy Cameronem Jerome. Klub może opuścić absolutna gwiazda Fulham, Amerykanin Clint Dempsey - zapytanie do klubu w jego sprawie wpłynęło z Sevilli, zainteresowanie przejawiają Aston Villa i Newcastle United. Jego ewentualnymi następcami mieliby być Sulley Muntari z Interu Mediolan lub Derek Boateng z Dnipro Dniepropietrowsk. Ten ostatni wpadł w oko Jolowi podczas spotkań czwartej rundy eliminacji Ligi Europejskiej pomiędzy tymi klubami. Na czele listy życzeń ma się jednak znajdować Bryan Ruiz, piłkarz... Twente Enschede, grupowego rywala w LE, który jest bardzo entuzjastycznie nastawiony do transferu. Anglicy mieli zaoferować za Nacera Chadliego, innego piłkarza wicemistrza Holandii 5 milionów euro. Martin Jol narzeka na brak typowego napastnika - w wypowiedzi dla Sky Sports News narzekał na to, iż w ostatnim meczu ligowym Johnson był jedynym napastnikiem na ławce, w dodatku nie w pełni dysponowanym.

      Steve Bruce, menedżer Sunderlandu uporczywie poszukuje napastnika - w kręgu zainteresowań wymienia się Patricka Helmesa, Georgiosa Samarasa, Papissa Cisse oraz Federico Machedę, który jeśli by dołączył, to prawdopodobnie na zasadzie wypożyczenia. Zawodnik na poziomie Helmesa czy w szczególności Cisse byliby ogromnymi wzmocnienia klubu ze Stadionu Światła. Podobno włodarze Sunderlandu zainteresowani byli pozyskaniem... Joeya Bartona, do niedawna piłkarza największego rywala, Newcastle United. Sam zainteresowany odmówił jednak podania nazw klubów nim zainteresowanych, nie chcąc "prać publicznie brudów", jednak jeden fragment wskazuje na Sunderland - "jeżeli bym tam poszedł, prawdopodobnie zostałbym zlinczowany".

      Wspomniany Newcastle również nie będzie próżnował w ostatnich godzinach okienka transferowego. Temat przejścia Mevluta Erdinga padł po tym, jak PSG oficjalnie sprzeciwiło się takiemu wyjściu. Prawdopodobne wydaje się wypożyczenie Federico Machedy z Manchesteru United, a władze Sochau potwierdzają, że dostały ofertę ws. Modibo Maigi, ofensywnego pomocnika. Inny zawodnik z Ligue 1, Aly Cissokho również znajduje się na celowniku "Srok", jednak bardziej prawdopodobny wydaje się transfer innego lewego obrońcy, Erika Pietersa z PSV Eindhoven. Zespół "Magpies" ma wzmocnić też Davide Santon, jednak niektóre doniesienia są sprzeczne - według jednych ma być wypożyczony, gdyż Inter Mediolan widzi w nim swoją odpowiedź na Paolo Maldiniego (to dosyć ponury żart chyba), według innych jego cena oscyluje wokół 5 milionów euro. Trener "Srok", Alan Pardew ma zdecydować o losie Petra Bolka, czeskiego bramkarza po tym, jak odbędzie on testy. Jedna z plotek mówi również u zainteresowaniu Waynem Bridgem, który miałby zastąpić sprzedanego do Liverpoolu Jose Enrique.

      Stiljan Petrov, pomocnik Aston Villi nawołuje swój klub do wzmocnień, argumentując że inne zespoły również wzmacniają swe ekipy. Sytuacja jak na razie wygląda jednak odwrotnie. Jean II Makoun został wypożyczony do Olympiakosu Pireus. Zastąpić go mógłby wspomniany już wcześniej Clint Dempsey, a sprzedanego do QPR Luke'a Younga ma zastąpić Rhys Williams z Middlesbrough. Bardzo ciekawym przypadkiem jest Norwich City. Zespół Paula Lamberta nie jest wiązany z żadnymi plotkami - czy to tylko cisza przed burzą, czy "Kanarki" nie potrzebują wzmocnień?

      To, że Queens Park Rangers będzie bardzo aktywne pod koniec okienka było oczywiste już w zeszłym tygodniu, po tym jak klub zyskał nowego właściciela. Londyńczyków wzmocnił już Luke Young oraz Joey Barton. Poza tym "The Hoops" są bliscy pozyskania Armanda Traore z Arsenalu oraz Shauna Wrighta-Philipsa. Niewykluczone, iż Neil Warnock sięgnie po Antona Ferdinanda, obrońcę Sunderlandu i młodszego brata bardziej znanego Rio.Takie transfery powinny pomóc QPR w walce o utrzymanie w angielskiej elicie.

      Po nieudanych próbach ściągnięcia Shauna Wrighta-Philipsa oraz Vladimira Weissa, Wigan chce sięgnąć po Giovanniego Dos Santosa z Tottenhamu Hotspur. Klub Roberto Martineza mógłby być odpowiednim miejscem dla bardzo zdolnego Meksykanina. Poza tym, potwierdzono już transfer Alberto Crusata z hiszpańskiej Almerii. Walijski beniaminek ze Swansea chce sięgnąć po bramkarza Gerharda Tremmela, chociaż ten ruch wydaje się dziwny, wszak Michel Vorm, obecny golkiper jest świetnym fachowcem. Brendan Rodgers ma również zakusy na Matthew Batesa z Middlesbrough, jednak na przeszkodzie stoi brak porozumienia pomiędzy klubami. Dyrektor generalny Wolverhampton, Jez Moxey potwierdza, że "Wilki" mogą wypożyczyć jednego gracza przed końcem okienka. W kontekście wzmocnień wymienia się Scotta Danna oraz Chrisa Bairda.

      Trudom pogodzenia gry w Premier League oraz Lidze Europejskiej będzie musiało sprostać Stoke City. W tym celu Tony Pulis sięga po Wilsona Palaciosa, jednocześnie nie wypowiadając się na temat Petera Croucha. Rosły napastnik ma jednak pozostać "Kogutem" przynajmniej do zimy. Wartą wzmianki informacją jest doniesienie o możliwym wypożyczeniu Romelu Lukaku z Chelsea, co mogłoby odbić się z korzyścią dla wszystkich stron. Stoke zyskałoby dobrego napastnika, a Lukaku wróciłby na Stamford Bridge przyzwyczajony do stylu gry jaki panuje w najlepszej lidze świata. Prawie pewny jest transfer Camerona Jerome'a.

      Fatalny początek sezonu w wykonaniu Blackburn Rovers zmusił władze klubu do odważniejszych kroków na rynku transferowym. W tym celu zakontraktowano Simona Vukcevica, a kolejnymi piłkarzami w kolejce po podpisanie kontraktu są Scott Dann z Birmingham oraz Mohamed Bangura ze szwedzkiej AIK Solna. Temat transferu Vedada Ibisevica z Hoffenheim ostatecznie upadł, a Cedric Mongongu z Monaco wybrał... Evian, beniaminka francuskiej Ligue 1. Ibisevica nie zatrudni również Bolton Wanderers, który w związku z takim obrotem sytuacji zainteresował się Davidem N'gogiem, napastnikiem Liverpoolu oraz Dedryckiem Boyatą z Manchesteru City. Menedżer Boltonu, Owen Coyle potwierdza zainteresowanie tymi piłkarzami, jednak nie chce jednoznacznie deklarować, czy wzmocnią oni klub z Reebok Stadium. Podobno ta dwójka dostała już zgodę swoich klubów na rozmowy z "The Trotters". Według angielskich mediów obserwowany przez Coyle'a jest Shaun Wright-Philips, jednak prawdopodobnie ten transfer nie dojdzie do skutku.

      Jako ostatni pozostał Liverpool. Klub z Anfield Road przeprowadził już wiele transferów i ma wyjątkowo szeroką kadrę, więc trudno spodziewać się, by zaskoczył swoich fanów jeszcze jakimś ruchem. Właśnie dlatego pogłoski o powrocie Craiga Bellamy'ego wydają się niedorzeczne, a doniesienia o możliwym wypożyczeniu Mauro Zarate z Lazio również - moim zdaniem - się nie sprawdzą. Kenny Dalglish miał być zainteresowany Garym Cahillem, ale po co "The Reds" kolejny środkowy obrońca po przybyciu urugwajskiego defensora, Sebastiana Coatesa? Nieznana do końca jest przyszłość Raula Meirelesa. Wspominałem już wcześniej o możliwej, ale raczej mało prawdopodobnej wymianie Portugalczyka na Yossiego Benayouna. Izraelczyk potwierdza, że negocjuje z kilkoma klubami. Według mediów są to głównie Arsenal, Newcastle oraz Tottenham.

      Szaleństwo związane z "D-Day" lub "deadline day" na Wyspach Brytyjskich jest chorobą nieuleczalną. Tysiące, jak nie miliony kibiców śledzą wszelkie doniesienia na żywo, mając gdzieś w duchu głęboko skrytą nadzieję, że ich klub zrobi im niespodziankę. Wyciągnie asa z rękawa. Z tego zamieszania każdy korzysta jak się da, przede wszystkim... bukmacherzy. W Anglii są znani z tego, że potrafią przyjmować zakłady na dosłownie wszystkie zdarzenia, nie inaczej jest również z transferami. Czy Modrić zostanie w Tottenhamie? Czy Gary Cahill zostanie w Boltonie? A jeśli odejdzie to do jakiego zespołu? W obecnej chwili kurs na to, że zasili Arsenal lub Tottenham jest równy, trzeci jest Manchester City. Takich zakładów jest o wiele więcej. Cała ta otoczka wobec D-Day, ogromne zainteresowanie kibiców oraz mediów sprawiają, że kluby prędko nie porzucą nawyku przeprowadzania transferów "na ostatnią chwilę". Muszą się jednak spieszyć, by nikomu nie przydarzyła się taka wpadka, jak Ankaragucu - 31 stycznia Turcy wysyłali Red Bull Salzburgowi dokumenty faksem, jednak ten się zaciął, a dokumenty Austriacy otrzymali... trzy minuty po północy, 1 lutego. FIFA później ten transfer anulowała.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lucasinho
      Czas publikacji:
      środa, 31 sierpnia 2011 09:10

Kalendarz

Styczeń 2012

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Kategorie

Kanał informacyjny